Header

Student z Turynu

Papież Jan Paweł II na audiencji po beatyfikacji Piotra Jerzego Frassatiego, 20 maja 1990 r. powiedział: „Spoglądając na nowego Błogosławionego nie trudno zrozumieć, że tajemnica świętości jest naprawdę w zasięgu każdego człowieka”.
W niniejszym artykule chcę przynajmniej pokrótce przestawić błogosławionego studenta.

Rodzina Błogosławionego pochodziła z Pollone, wioski u podnóża góry Mucrone w okręgu Biellese w prowincji Piemont.

Ojciec chłopca, Alfredo Frassati (ur. 28 IX 1868 r., zm. 21 IX 1961 r.), był z wykształcenia prawnikiem, od 1899 roku właścicielem „Gazetta Piemontese”, którą przekształcił w dziennik „ La Stampa ”, od 1913 roku był senatorem Królestwa Włoch, a od 1920 roku ambasadorem w Berlinie. 8 września 1898 r. poślubił on daleką kuzynkę Adelajdę z domu Ametis (17 II 1877 – 18 VI 1949), malarkę, należącą do Koła Artystów Turynu.

Narodziny Piotra Jerzego Frassatiego miały miejsce w Turynie, w Wielką Sobotę, 6 kwietnia 1901 r. o godzinie 18.30. Był on drugim dzieckiem Adelajdy i Alfreda Frassatich. Jeszcze tego samego wieczoru z powodu trudnego porodu, dziecko otrzymało chrzest z wody i nadano mu imiona Pier Giorgio Michelangelo.

Ceremonia chrztu dziecka została dopełniona 5 września 1901 r. w Pollone, w kościele św. Fabiana i Sebastiana, a rodzicami chrzestnymi chłopca byli dziadek Francesco Ametis i babcia Giuseppina Frassati.

Któregoś dnia chłopiec nazwał się imieniem „Dodo” i tak też od tej pory był nazywany.

18 sierpnia 1902 r. przyszła na świat Luciana, siostra błogosławionego. Niedługo później Piotruś widząc ją w ramionach matki zawołał: „Wynieś ją tam!”. Z czasem „intruz” stał się towarzyszem zabaw i psot.

Środowiskami, w których wychowywał się Piotr Jerzy, były willa w Pollone i Turyn. W Pollone atrakcją były dla niego „ziemia, kwiaty, babcia [Linda] i góry”. Natomiast w Turynie życie urozmaicały mu wizyty u taty w redakcji „ La Stampa ” i u babci Giuseppiny.

Otrzymał on od matki dość surowe wychowanie, ale przez to umiał stawiać czoło trudnościom i odważnie znosić ból. Jak wspomina Luciana: „Dodo wydawał się raczej powolny, jeżeli go coś nie dotyczyło, reagował natomiast gwałtownie, kiedy chodziło o kogoś słabego, kto potrzebował pomocy”.

W wieku czterech lat, 15 lutego 1905 r., stojącej w drzwiach domu biednej kobiecie z bosym dzieckiem na ręku oddał swoje pończochy i buciki, zanim ktokolwiek z dorosłych doszedł do drzwi.

W wieku pięciu lat Piotr Jerzy pod przewodnictwem nauczycielki rozpoczął naukę pisania, czytania i języka niemieckiego.

W pierwszym liście zaadresowanym do taty napisał: „Kochany tatusiu kocham cię bardzo, abyś był zadowolony już nie będę bił Luciany. Dobrych Świąt. Będę się do Dzieciątka Jezus modlił za ciebie. Całuję cię twój Dodo”.

Frassati przynajmniej część swoich wakacji spędzał nad morzem, które stało się miejscem realizacji najwspanialszych marzeń. Jego mama w jednym z listów pisała: „Dodo jest odważny: skacze z łódki, gdzie jest bardzo wysoko i rzuca się w wodę”. Był entuzjastą ‹‹białych fal›› i chciał na siłę, by mama je fotografowała.

Naukę z zakresu szkoły podstawowej w latach 1907-1910 Piotr pobierał u prywatnej nauczycielki, a egzaminy zdawał prawdopodobnie w szkole w Alassio.
W edukacji nie ominęły go porażki. W czerwcu 1909 roku on i jego siostra nie zdali egzaminów. Było to dla Piotra ciężkim przeżyciem, jednak do października nadrobił zaległości, a egzaminem dojrzałości zdanym 20 lipca 1910 r. w Istituto Salesiano zakończył edukację w zakresie szkoły podstawowej.

Trzy miesiące później został zapisany z siostrą do gimnazjum przy Regio Ginnasio Liceo Massimo D’Azeglio, ale po pół roku matka przerwała naukę.

Po raz pierwszy do sakramentu Spowiedzi świętej młody Frassati przystąpił 11 czerwca 1910 roku w Turynie w kościele Bożego Ciała, a do pierwszej Komunii Świętej 19 czerwca następnego roku, w Turynie, w kaplicy sióstr  Wspomożenia Dusz w Czyśćcu Cierpiących. Jak później często wspominała matka chłopca, on i jego siostra Luciana, która także w tym czasie przystępowała do tego sakramentu, „wyglądali jak para nowożeńców”.

W październiku 1911 r. Piotr Jerzy ponownie został zapisany do tego samego gimnazjum. Ponowny start w szkole nie był łatwy.

Jednak, jak wiemy, czas nauki przeplatany jest czasem ferii świątecznych i wakacjami, a te w myśl zasady Alfreda Frassatiego, by przebywać jak najwięcej
w Pollone, syn spędzał w tejże miejscowości. Stamtąd zaledwie 8 km było do sanktuarium Czarnej Madonny – Matki Bożej Królowej Gór w Oropie. Piotr pokochał tę Madonnę i często pielgrzymował do niej pieszo jeszcze przed świtem, tak by rodzina o tym nie wiedziała, a 29 sierpnia 1920 r. uczestniczył w jej uroczystej koronacji.

Także w gimnazjum nie obeszło się bez problemów z nauką. Jesienią 1913 roku nie zdał egzaminu z łaciny. Musiał przenieść się do prywatnego Istituto Sociale prowadzonego przez oo. jezuitów. Powtarza tam łacinę i chodzi do III klasy. W tej szkole pod kierownictwem o. Pietro Lombardiego zaczął się szczególny rozwój duchowy Piotra Jerzego. W lutym 1914 roku zapisał się do Apostolstwa Modlitwy, Krucjaty Eucharystycznej, w której praktykuje codzienną Komunię Świętą i do Stowarzyszenia Najświętszego Sakramentu, w którym działając „będzie zawsze szczęśliwy robiąc „eskortę” podczas procesji; i tylko przy tej okazji ubierze się elegancko”.

W październiku, po ukończeniu 3 klasy i zdaniu egzaminów do wyższego gimnazjum, chłopca znowu przeniesiono do Gimnazjum im. Massimo D’Azeglio, gdzie „pod opieką siostry” kontynuował naukę w czwartej i piątej klasie gimnazjum i pierwszej liceum.

Gdy w maju 1915 r. Włochy przyłączyły się do I Wojny Światowej, Piotr był jej przeciwny. Pewnego dnia w rozmowie z pokojówką powiedział, że oddałby  życie, by wojna się skończyła. Działania wojenne zmotywowały go do większego miłosierdzia. Dawał swoje pieniądze idącym na front żołnierzom, wspierał uchodźców koczujących w jego szkole.

Niecały miesiąc później, 10 czerwca, w kościele parafialnym Beata Vergine delle Grazie (Crocetta) z rąk biskupa pomocniczego Archidiecezji Turyńskiej Piotr przyjął sakrament bierzmowania.

W styczniu 1917 roku rodzina Frassati przeprowadziła się z Corso Siccardi 55 do willi przy Corso Siccardi 70.

W październiku 1917 r. przyszła kolejna porażka. Z powodu dziwactwa i kaprysu profesora nie zdał egzaminu z łaciny. W związku z tym przeniósł się do  prowadzonym przez oo. jezuitów Istituto Sociale, gdzie uczęszczał do drugiej klasy liceum, i w lutym zdał zaległy egzamin z łaciny z pierwszego roku. W ciągu tego roku szkolnego wstąpił w szeregi Legii Eucharystycznej, Sodalicji Mariańskiej i Bractwa Różańcowego.

W maju 1918 roku Piotr Jerzy zdał maturę i dzięki rozporządzeniom, jakie wydano na czas wojny, w ciągu jednego roku zaliczył drugą i trzecią klasę liceum. Koniec wojny przyszedł 4 listopada 1918 r. W liście do przyjaciela Błogosławiony wyraził swoją radość: „Ciesząc się, że dzień twoich imienin zbiega się
z najpiękniejszym dniem Ojczyzny, pozdrawia cię serdecznie Pier Giorgio”.

W listopadzie Piotr Jerzy został przyjęty do Królewskiej Politechniki w Turynie, na wydział inżynierii górniczej.

Frassati był przeciętnym studentem. Nieraz przekładał egzaminy, nigdy nie uzyskał najwyższej noty 100/100 punktów, ale nie był też najgorszy. Był przy tym pracowity i wytrwały. Można powiedzieć, że śmierć zastała go w przeddzień uzyskania dyplomu inżyniera, bo do ukończenia studiów zostały mu do zdania tylko trzy egzaminy.

Czas studiów był czasem jego szczególnej aktywności. Niecały miesiąc po rozpoczęciu studiów wstąpił w szeregi Konferencji św. Wincentego
im. bł. Hieronima Cottolengo, później Konferencji działającej przy jego parafii, z ramienia której przynajmniej raz w tygodniu nawiedzał powierzonych mu ubogich wspierając ich materialnie i duchowo. Należał do uniwersyteckiego koła im. „Cesare Balbo”, komórki Uniwersyteckiej Federacji Katolików Włoskich [Federazione Universitaria Cattolica Italiana – FUCI], Żołnierzy Maryi [Milites Mariae] sekcji Katolickiej Młodzieży Włoskiej [GCI], Studenckiego Stowarzyszenia Nocnej Adoracji [Giovani Adoratori Notturni Universitaria] i Młodych Adoratorów Nocnych Św. Tarsycjusza.

Piotr Jerzy pragnął, aby duch chrześcijański przeniknął wszystkie dziedziny życia, dlatego w grudniu 1920 roku zapisał się do Włoskiej Partii Ludowej (PPI:Partito Popolare Italiano) a kilka lat później wziął udział w jej kongresie.

W styczniu 1921 r. tata Piotra – Alfredo otrzymał nominację na urząd ambasadora Królestwa Italii w Berlinie. Objęcie przez ojca tego urzędu sprawiło,
że Błogosławiony przez następne dwa lata dość dużo podróżował. W marcu wyjechał do Berlina gdzie spędził czas nie tyle na życiu towarzyskim w ambasadzie, co na pełnieniu miłosierdzia wśród berlińskiej biedoty i nauce języka niemieckiego. Później zwiedził między innymi Lubekę, Hamburg, Hanower i Monachium.

Początkiem września 1921 r. syn ambasadora uczestniczył w odbywającym się w Rzymie, zjeździe Katolickiej Młodzieży Włoskiej, gdzie w wyniku zamieszek studentów,dzielnie broniąc sztandaru swojego Koła, został zatrzymany przez karabinierów.

Od drugiej połowy września 1921 r. Frassati zwiedził m. in. Innsbruck, Monachium, Fryburg, w którym przez miesiąc ćwiczył język niemiecki mieszkając
u rodziny Rahnerów. W listopadzie przebywał w Heidembergu, Frankfurcie, Bonn, Kolonii, Berlinie, Pradze i Wiedniu. Z końcem miesiąca wrócił do Turynu i zabrał się do nauki, bo jak później napisał w liście do ojca, na IV rok studiów chciał uczęszczać
w Berlinie.

W życiu Frassatiego możemy znaleźć także polski akcent. Po świętach Bożego Narodzenia 1922 r., które spędził w Berlinie, 26 grudnia pojechał do Gdańska
i Sopotu. Później do Katowic – które w jednym z listów określił mianem „brudne” – gdzie on, student inżynierii górniczej, zwiedził pierwszy poziom kopalni Ferdynand, a następnie pojechał do Wrocławia. Niestety, z powodu problemów na polskiej granicy nie udało mu się zwiedzić Krakowa i innych polskich miast.

28 maja 1922 r. w bocznej kaplicy Matki Bożej Łaskawej kościoła oo. dominikanów pw. św. Dominika, Piotr Jerzy złożył profesję w Trzecim Zakonie Dominikańskim. Przez to zobowiązywał się do modlitwy różańcowej lub oficjum do Matki Bożej. Z obrzędem tym złączone było przyjęcie małego szkaplerza
i przybranie imienia. Frassati wybrał imię Gerolamo, na cześć dominikanina Savonaroli.

Marsz faszystów na Rzym w październiku 1922 r. i późniejsza wizyta premiera Mussoliniego w Turynie to nie jedyne okoliczności, w których Piotr wyrażał swoją dezaprobatę dla faszystów. W jednym z listów napisał: „Jakiż ideał mają faszyści? Nędzny pieniądz. Opłacani przez przemysłowców, i niestety także, chociaż ze wstydem, przez nasz rząd, działają tylko pod impulsem mamony i łajdactwa” [ list z 18 lipca 1922 r. do Antonia Villani]. W czasach, które nastały, nieraz trzeba było wiele odwagi by publicznie wyrazić swoją wiarę. Błogosławiony nie bał się okazywać tego, że jest katolikiem. Przechodząc koło kościoła żegnał się wyraźnym, dużym znakiem krzyża, nosił znaczek wyrażający przynależność do organizacji katolickiej. Zdarzały mu się bójki z faszystami i odsiadka w areszcie za obronę swoich poglądów, podczas której głośno odmawiał różaniec.

Dnia 29 lipca 1923 r. Piotr został ojcem chrzestnym. Co prawda nie jakiegoś dziecka, ale sztandarów męskiego i żeńskiego Koła Młodych Pollone. Przy tej okazji wygłosił bogate w duchowe rady przemówienie.

U podnóża alpejskich gór Ciamarella i Bessanese, 18 maja 1924 r. powstało Società dei Tipi Loschi, czyli Towarzystwo Ciemnych Typów, zwane także terror. Jego założycielami byli Piotr Jerzy i jego przyjaciel Marco Beltramo. Należało do niego 6 osób. Cechą charakterystyczną grupy była duchowa więź wiary i modlitwy, wspólne wycieczki w góry i radość przejawiana w żartach, figlach i psikusach. Mottem grupy było: „Pochi ma buoni come i maccheroni”, czyli „Mało, ale dobre jak makaron”. Właśnie Ciemnym Typom towarzysz Robespierre, bo taki pseudonim otrzymał Frassati, prosząc o modlitwę, powierzał swoje troski i trudności.

„Góry, góry, kocham was” pisał Błogosławiony. Ta miłość rozpoczęta w dzieciństwie trwała do końca życia. Zaliczył takie szczyty jak Schwarzsee ( 3324 m ) a było to, gdy miał 8 lat, Mucrone ( 2335 m ), Ciamarella ( 3969 m ), Bessanese, Grivola zwany przez Ciemne Typy „zakazany owoc”, Monte Bianco. Sens wspinaczek wyraził w jednym z listów: „Z każdym dniem coraz głębiej pogrążam się w miłości do gór i chciałbym, jeśli studia mi na to pozwolą, spędzać całe dnie tam wysoko i w tym czystym powietrzu kontemplować Wielkość Stwórcy”.

Oprócz miłości do gór pojawiła się także miłość do członkini Ciemnych Typów – Laury Hidalgo. Jednak z powodu braku aprobaty ze strony własnej mamy nie wyjawił przyjaciółce swojego uczucia. Do Izydora Bonini napisał: „Pokochałem [ją] czystą miłością, a dziś, wyrzekając się jej, pragnę, żeby była szczęśliwa. Proszę cię o modlitwę, żeby Bóg dał mi chrześcijańską siłę do zniesienia tego z pogodą ducha, a ją obdarzył wszelkim szczęściem ziemskim i siłą do osiągnięcia Celu, do którego zostaliśmy stworzeni”.

„Kochany, oby pokój panował w twojej duszy, oto życzenie jakie Robespierre składa Per ôlowi na ten Rok Święty: cokolwiek poza tym można w tym życiu posiąść, jest marnością, tak jak marne są wszystkie rzeczy ziemskie”. Tymi oto słowami w liście do przyjaciela Piotr wyraził swoje zrozumienie rozpoczętego Roku Jubileuszowego, jak się okazało ostatniego roku jego pielgrzymowania po ziemi.

W styczniu 1925 r. odbył się ślub Piota siostry z Janem Garońskim, sekretarzem poselstwa polskiego w Hadze. Skutkiem tego było opuszczenie Turynu przez Lucianę. Z początku Piotrowi było ciężko, jednak później w odpowiedzi na jej list pisał: „Pytasz mnie, czy jestem wesoły: a jakże mógłbym nie być? Póki Wiara daje siłę, zawsze wesoły! Katolik przecież nie może nie być wesoły. Smutek zasługuje na wygnanie z serc katolickich. Smutek to co innego niż ból, smutek jest najgorszą ze wszystkich chorób. Choroba ta niemal zawsze wyłania się z ateizmu. Cel zaś, do którego zostaliśmy stworzeni, odsłania przed nami drogę może najeżoną wieloma cierpieniami, ale bynajmniej nie drogę smutną. Jest ona radością także poprzez cierpienie”.

W maju, przekreślając swoje misyjne plany, by po skończonych studiach pracować z górnikami i zaszczepiać w nich ducha chrześcijańskiego, Piotr posłuszny woli ojca zgodził się, że zostanie administratorem „La Stampy”.

Jednak dwa miesiące później, dość nieoczekiwanie przyszła śmierć. Jej przyczyną była choroba Heinego-Medina, którą Błogosławiony zaraził się od ubogich, którymi się opiekował. Pierwsze objawy choroby zostały nierozpoznane, a jej rozwój został przyćmiony przez konanie, śmierć i pogrzeb babci, która zmarła 1 lipca 1925 r. Dopiero 3 lipca, czyli w przeddzień śmierci Piotra, rodzina dowiedziała się, że jego stan jest bardzo poważny, wręcz krytyczny. Lekarz stwierdził paraliż narządów wewnętrznych, zanik odruchów oraz bezwład lewego ramienia i po konsultacji z innym lekarzem orzekł paraliż dziecięcy. Warunki pogodowe nie pozwoliły na sprowadzenie szczepionki. Nic nie dało się zrobić. Piotr Jerzy zaopatrzony w sakramenty, całkowicie sparaliżowany odszedł do Pana 4 lipca 1925 r. Służąca zanotowała: „Godzina 7, niepowetowane nieszczęście. Biedny pan Pier Giorgio. Był święty i Bóg chciał go mieć przy sobie!”.

Dnia 6 lipca w kościele parafialnym „Crocetta” została odprawiona Msza pogrzebowa, po której trumna ze zmarłym została przetransportowana i złożona na cmentarzu w Pollone. Do grobu tego studenta z Turynu pielgrzymowało wiele osób z różnych organizacji młodzieżowych.

16 lipca 1989 r. przy jego grobie modlił się papież Jan Paweł II, a 20 maja 1990 roku ogłosił Piotra Jerzego Frassatiego Błogosławionym. W dniu imienin, 30 czerwca, ciało nowego błogosławionego uroczyście przeniesiono do Sanktuarium Matki Bożej w Oropie, gdzie przy jego trumnie została odprawiona Msza św., a we wrześniu ciało młodzieńca zostało przeniesione do archikatedry w Turynie i spoczywa tam w kaplicy bocznej św. Maksyma.

o. Mariusz Rabczak SchP